poniedziałek, 30 kwietnia 2018

haikuczylikontemplacjaimpresji

Znowu piszę haiku. Jest kigo, jest kireji. Choć pewnie nie jest to prawdziwe japońskie metrum. I to prawda, że pisanie haiku ma źródło w filozofii zen. Człowiek wyzbywa się siebie (jakby siebie dla siebie)  i staję się jednością z tym elementem świata przedstawionego w haiku.

Oczywiście jest też miejsce na swoistą ironię, paradoks, by  oddać to, co chwilowe, tak bardzo ulotne. 

Jest, istnieje, ale już jakby coraz mniej, jakby w innej przestrzeni. To kontemplacja na sposób impresjonizmu, by poznać swą prawdziwą naturę, zobaczyć siebie w sobie i przez siebie. Może i dla siebie...

Żarem oddycham
stopy parzę o kamień
- jestem przestrzenią.


Liść jeden tylko 
na ławce w parku spoczął
-wiatru się boi...

I tu na myśl przychodzi mi moja ulubiona sentencja zen: Zawsze pamiętaj, że jesteś wyjątkową osobą. Tak, jak wszyscy inni.

środa, 14 marca 2018


Znowu uczę się słuchać. Nie tylko mówić i wymieniać poglądy, opinie, oceny. Ale słuchać - to znaczy być obecnym w czyjejś wypowiedzi i być czujnym. To do końca niełatwe. Bo albo i ja chcę wyrazić siebie, mówiąc, albo tyle innych myśli w głowie, albo po prostu zgodzić się z moim interlokutorem nie umiem. Ale cóż...
Kamień też mówi. Słucham więc i kamienia. I szanuję jeszcze bardziej mrówkę, bo ona mądrość niesie. 
Słuchać, choć zgiełk wokół. Cisza jest we mnie. Taka, by móc słuchać. Słucham...........

Przypowieści o życiu

"W przypowieści każdy głos ma jednakową moc i niemy kamień może powiedzieć tyle samo, co trajkocząca papuga, a maluteńka mrówka może przenieść większą myśl, niż cała karawana wielbłądów. Podobnie jest w życiu – najdrobniejsze wydarzenia czasem mówią więcej, niż te wybitne. A nawet brak wydarzenia niewątpliwie o czymś mówi.
[...]
I podobnie, jak źdźbło trawy w przypowieści nie ruszając się z miejsca może powiedzieć tyle samo, co orzeł, który obleciał kulę ziemską – również wydarzenia ze zwykłego życia mogą opowiedzieć o czymś niezwykłym.
Bo życie to całkiem niezwykła rzecz, nawet jeśli wygląda całkiem zwyczajnie".
F.Kriwin 




wtorek, 08 października 2013 11:06
Kiedy błagaliście waszego Pana o pomoc, On wysłuchał was: "Ja was wspomogę tysiącem aniołów idących jedni za drugimi." Bóg uczynił to jedynie radosną wieścią, aby uspokoić przez to wasze serca. Pomoc jest tylko od Boga. Zaprawdę, Bóg jest potężny, mądry!
 8. Al-Anfal 8:9-10 Koran
   
Każdy najdrobniejszy dar z miłością złożony - listek, kwiat, owoc, wody odrobinę - trudzącej się duszy samooddania dar, przyjmuję Ja Sam. Cokolwiek więc czynisz, czy spożywasz, (…), czymkolwiek się cieszysz, czy w darze przynosisz, jakikolwiek trud podejmujesz, lub ofiarę składasz - czyń to wszystko Mnie poświęcając.
 9. 26-27  Bhagavad-Gita
  
Niedola nie przestąpi do ciebie,
a cios nie spotka twojego namiotu,
bo swoim aniołom dał rozkaz o tobie,
aby cię strzegli na wszystkich twych drogach.
Na rękach będą cię nosili,
abyś nie uraził swej stopy o kamień.
Będziesz stąpał po wężach i żmijach,
a lwa i smoka będziesz mógł podeptać.
 Psalm 91. Biblia 


Styl jakże podobny. Gdyby nie przypisy, trudno byłoby określić źródło tych słów. Bo Bóg jest Jeden. Czyż nie?
Kultura inna, więc inne spojrzenie na istotę Najwyższą. Zresztą to człowiek stworzył religie i podzielił narody ze względu na typ kultury. A Bóg patrzy na to z góry... Czasem płacze, czasem się śmieje....


"Łatwo znaleźć składniki miłości, ale wszystko zależy od tego, jak się je miesza. Potrzeba ogromnej pracy.(...) Po pierwsze, trzeba umieć rozumieć i akceptować. Potem trzeba być najlepszym przyjacielem. Zawsze. Trzeba pracować nad pokonywaniem tego, czego w tobie nie lubi druga osoba. Potrzeba wielkiego serca, mimo że tak łatwo jest po prostu być małym człowiekiem w tak wielu sytuacjach... Czasami iskra zapalająca miłość jest z ludźmi od początku. Ale wielu tę iskrę bierze za płomień, który – jak uważają – będzie trwał wiecznie. To dlatego tak wiele ognia i żaru serc ludzkich po prostu się wypala i w końcu gaśnie. Nad prawdziwą miłością trzeba pracować diabelnie ciężko."
/Jonathan Carroll/
Miłości to praca - ciężka. Zdobyć czyjeś serce to niełatwe, ale jakże ciężko utrzymać związek i miłość. Pielęgnować, podlewać, obrywać to, co zbędne - to najtrudniejsze. A najlepszym fundamentem jest przyjaźń. Można się kochać i żyć ze sobą całe lata, ale tylko świadomość, że ta miłość to przyjaźń, pozwala rozwinąć skrzydła szczęściu! Rozpalać ogień, który jest gdzieś w iskierce, tak na dnie duszy. 
Patrzę na ludzi w związkach, małżeństwach już od lat. Ale jakże oni poważni, jakże dosłowni. Jakże przewrażliwieni. Owijają się jeden przez drugiego swą małostkowością i codziennością. A tu trzeba szaleństwa niemało, by w spontaniczności serca dokonać tego, co często - jak mówią - niemożliwe.
O jakże to błędne! Ta spontaniczność, to wyjście poza schematy i dosłowność słów, poza granice przyzwoitości (najczęściej narzucanej przez malkontentów) i działanie poza schematami. Wtedy słyszę pytanie: czy w końcu zmądrzeję, czy spoważnieję...? Nie, nie chcę spoważnieć. Chcę nadal zatrzymywać się nagle przy drodze, by zrobić zdjęcia starego domu, chcę śpiewać na schodach i pustych świątyniach, chcę próbować nowych potraw i chcę odnajdować zapomniane miejsca na tym świecie. Chcę zwiedzać świat ot tak nagle i bez planowania, chcę tańczyć choćby w lesie. Chcę z aniołami nadal żyć....
Bo przecież nie sam.
:)

Tłumacz coś więcej niż język



czwartek, 24 października 2013 12:54
„Tłumacz jest sługą, lokajem autora i może chyba o nim mówić tylko pozytywnie.”
/Juruj Andruchowicz/
Tłumaczenie z jednego języka na drugi to życie i myślenie w dwóch przestrzeniach jednocześnie. Wymaga to wielkiej praktyki. Nie ma czasu na zastanawianie się i podejmowanie decyzji dotyczących niuansów znaczeń, odcieni znaczeniowych, konotacji wyrazów etc. Pływać, poruszając jednocześnie dwiema rękami. Translacja to pływanie. Rozumiem tak wiele. Mogę dyskutować w obcym języku, sprzeczać się, opisywać i wyrażać emocje. Ale zapytany o treść i znaczenia odpowiadam… nadal w tym obcym. Podziwiam tych, którzy nawet akcent i gest przekazują taki sam. Są przekaźnikami przekaźnikami innej rzeczywistości językowej, a więc i kulturowej. Potrzeba wielkiej wrażliwości i empatii względem tego, który mówi i którego należy przetransponować na inną przestrzeń. Trzeba więc być i dobrym psychologiem, i człowiekiem pokornym, by nie oceniać przekazywanych treści, tylko przenieść je takimi, jakimi są i co za sobą niosą. Nie można być tym, który tłumaczy świat innym, lecz przenosi treść - kalkuje ją w sensie i znaczeniu dosłownym. 
.
Gratuluję tym, którzy są na tyle pokorni, by podjąć się takiego dzieła stworzenia nowej kulturowo rzeczywistości. A szczególnie jednemu, który w translacji na temat Boga nie stracił nawet tego, co nieuchwytne, transcendentne i subtelne. 


znowu Kamieńska Anna...

Mam ci tak wiele do milczenia
że nie znajduje ani słowa
trzeba by opowiedzieć wsteczne drogi
wymówić krzyk i przerażenie
wysłowić dotknięcie zimnych rąk na wieki
nie ma słów takich
jedyna nadzieja że jest alfabet życia

Zatem milczę, bo jak wyrazić wsteczne drogi kiedy już przeszłością są, krzyk zamilkł, strachu wciąż dość i pamięć rąk już martwych. 
Nadzieję mam. Na to, co teraz i na wieki. 
To chyba wystarczy, by żyć, a nie tylko istnieć...


sobota, 23 listopada 2013 18:02

Jeśli miłość jest ślepa...

:..:| ..:| |..-.. .::":.., :.:;



Obłuda pleni się jak dżuma. Coraz więcej i mocniej. Nie ma nikogo, kto nie doświadczyłby tego stanu.
Ale czym jest obłuda?
Postawą nastawioną nawet nie na zdobycie opinii lepszego w oczach innych, ale działaniem psychologicznym. To rodzaj samoterapii.  Ja czuje się lepiej, bo tak mocno realizuję hasła biblijne. Bo tak mocno wierzę, a ta wiara jest moim atrybutem. Ale atrybutem walki. Żegnam się krzyżem, a potem uważam,że jestem dobry, więc wszystko mi można.
Cóż za hipokryzja! Nie tylko w mediach, ale w życiu jest już nie do zniesienia! W imię wartości deprecjonuje się wartość, jaką jest człowiek i jego godność.
Jedni działają tak na pokaz dla zmiany swego wizerunku przed innymi ludźmi, ale są tez i tacy, którzy chcą być lepsi, ale dla idei.
Ponieśmy za idee śmierć ale nie zaraz…
 Georges Brassens

Proszę Pana, proszę Pani
nie bądźcie tacy zakłamani!
Tylko żegnać się przestańcie przed kapliczkami
I zróbcie coś dobrego swymi rękami
...
czystymi i pustymi jak otchłań.


Budowałem na piasku
I zwaliło się.
Budowałem na skale
I zwaliło się.
Teraz budując zacznę
Od dymu z komina.
 /L. Staff/

Od idei i wizji, od marzeń ulotnych jak dym budować. Więc wrócić znów do tych marzeń porzuconych na progu dzieciństwa i młodości. Znowu gdzieś w kącie kryjówkę sobie uwić ze snów. I patrzeć, i czekać na jawę, co pragnienia spaja. Zbyt trudne jest chwytanie tego, co ulotne. Jak dym złapać i i w dłoni swej zacisnąć.
Ale trzeba ludzi i ich religie zostawić, by z tym, co ulotne zostać sam na sam. Być dymem i rozwiać się na wietrze. Mieć marzenia i pchać przed siebie to, co nadzieją ludzie zwą. W dymie jest ofiara i wolność. Już nic mnie nie zatrzyma, już nic nie zamknie mnie w piecu tak wielkim jak otchłań.

Nie warto budować na piasku, bo podmuch jeden głupi zniszczy pragnienia duszy.
Nie warto budować na skale, bo gest jeden mądry zniszczy marzenia umysły.


A cóż złego jest w tych pragnieniach i marzeniach? Lecz spodoba się zaraz komuś, by odebrać ci nawet to, co jest pragnieniem. Bo mieć pragnienia to już wiele. Choć ideę mieć w sercu to żyć.

Buduję - nie od ofiar i cierpień, ale od dymu, w którym się chowam jak pod zasłoną i kirem przed tymi, co mówią, co pytają.




czwartek, 02 stycznia 2014 22:50

Na mojej szafce wciąż kalendarz na rok już miniony. Ale jakoś niełatwo go zdjąć. Bo był niełatwy, ale to przecież kolejna część mojego życia - już czterdziestoletniego. Coraz więcej wiadomości o śmierci kogoś wokół. Dziś kolejna osoba odeszła. Wczoraj jeszcze Ciocia Róża tuliła mnie mocno swą jedną sprawną ręką, gdyż druga po operacji. A dziś już jest po drugiej stronie mostu. Żegnała się, wzdychając.
Chapeau Bas, Ciociu! Za Twoje ręce spracowane i za naukę pokory w nazywaniu świata.
Rozmyślam wiec nad światem, czyli życiem - nie nad śmiercią. Bo cóż wiemy o śmierci?... Tak mało.
Życie tu i teraz wśród zmartwień codzienności. Ale co trudniejsze - śmierć czy ta codzienność? Pisała A. Kamieńska: "Nie śmierć mnie niepokoi, ale umieranie."
Może umieranie tak dzień po dniu jest straszniejsze od samego momentu pogodzenia się z ostatecznym. Myślę, że często ludzie wiedzą, że odchodzą. ta śmierć, któtej ja byłem świadkiem, była zawsze świadomym przyjęciem - dla mnie nieznanego, ale dla odchodzących - znanego już i bliższego świata.
W tym minionym już roku usłyszałem  przy składaniu życzeń świątecznych także i prośbę, by nie życzyć komuś zdrowia. Ktoś już jest tak zmęczony życiem, że pogodzony z ludźmi i Kimś tam po drugiej stronie czeka na moment przejścia. To trudne dla tych, co zostają, ale chyba już błogosławione przez tych, co gotowi, by pożegnać ten świat. Śmierć uczy człowieka pokory. Uczy tych, którzy muszą wciąż trwać. Zrozumieć umierających i pozwolić im umrzeć. To ich pogodzenie, więc ich decyzja.
Choć brakuje i brakować będzie...
Tej, co powtarzała, że to wszystko jest babane...

Chapeau bas, Ciociu Róziu! ;)


sobota, 18 stycznia 2014 12:57
Jako nauczyciel stwierdzam, że już nadszedł ten moment naszej polskiej rzeczywistości, kiedy coraz mniej czasu mam na nauczanie i wychowywanie, gdyż formalizm nas przerasta. Musisz człowieku udowodnić to, co robisz, co więcej - przekonać, że robisz to dobrze. Tylko kiedy, gdy jest tak wiele sprawozdań, dokumentów, analiz, ewaluacji itd. Jesteśmy zatopieni w formalizm. Wciąż wypisujemy, uzupełniamy, dokształcamy się. A czy nie można robić tego, co się zaczęło dobrze? Przekroczyliśmy granice absurdu. Wymyślamy wciąż nowe metody pracy, prześcigamy się w nowościach, a istota nam ucieka gdzieś w dali. Mozolna praca z człowiekiem - nie uczniem jest istotą pracy nauczyciela. Wzajemne, czytanie, słuchanie, pisanie, mówienie, zrozumienie i uczenie szacunku do samych siebie - czy jest coś więcej w tej pracy?
Czym starsze pokolenie, tym solidniej wykształcone i nauczone zarówno wiedzy i umiejętności, jak i godności i szacunku.
Młodzi ludzie nie szanują przede wszystkim siebie. Nie będę tu przywoływać przykładów, bo mój szacunek do siebie samego na to nie pozwala.
Wyjdź na ulicę, posłuchaj języka, jakim mówi większość, Czytelniku słów tych niewielu.
I znowu literatura: "Chciałbym, żeby zaczęto od szanowania siebie. Wszystko inne wypływa z tego."
Fryderyk Nietzsche

Chapeau bas! tym, co szanują siebie samych, zatem i świat cały!

Bo mur nie tylko dzieli. Może też łączyć.

Jest taka książka... Jest taka książka, która mnie poruszyła, zaciekawiła, ale i dała poczucie tego, co nazywam satysfakcją zrozumienia pr...