niedziela, 23 października 2022

 Wracam do pisania, czyli dzielenia się tym, co mi w duszy gra. Po wielu latach życia już wiem, jak wielka jest wartość buntu. By świat się rozwijał, musi być ktoś, kto sprzeciwia się i mówi: "Dość!".

Przypominam sobie film "Ostatni dzwonek" i wciąż mam w uszach piosenkę "Stanął w ogniu nasz wielki dom...". Coś musi się wypalić, by znowu zakwitło coś, co przynosi wartość kolejnym pokoleniom.

Grochowiak pisze, że "Bunt nie przemija". To ważne. Dlatego nie należy gasić ognia, który drzemie w młodych ludziach. Ich świat jest może niezrozumiały dla starszych od nich. Jednak oni - młodzi jak orły widzą świat z góry. Ta perspektywa pozwala im widzieć to, co dla innych już zastane i często nieważne. Pracując z młodymi ludźmi, wiem, że oni pchają świat. Nie pozwolą, by wartości i ideały zardzewiały. 

Jest taka książka: "Bunt" Reymonta. To sprzeciw względem człowieka (podobnie jak myśl Orwella). 

Jedno z końcowych zdań: "I  oswobodzone od chimer stada jęły się wałęsać po pustyniach w niestrudzonem poszukiwaniu człowieka." 

Jak więc widać (czytać), wciąż trwają poszukiwania człowieka... Tego, który się zbuntuje. Bo tego, względem którego wyrasta bunt, jest tak dużo.

Stanisław Grochowiak

Do S...

Bunt nie przemija, bunt się ustatecznia;
Jest teraz w locie: dojrzałym, dokolnym,
Jakim kołują doświadczone orły.

Bunt się uskrzydla tak - jak udorzecznia.

Bo wpierw to było jakby piaskiem w oczy,
Turniejem chłopców na słonecznej plaży;
A teraz ciężki; teraz więcej waży.

Bunt się uskrzydla tak - jak w kamień toczy.

I pomyśl: czułość, ta świetlista kula,
Teraz dopiero w mym pobliżu płonie,
Luzując szczęki, łagodząc me dłonie.

Bunt się uskrzydla tak - jak się uczula.

piątek, 25 września 2020

 Usłyszałem dziś w Radiu Nowy Świat zdanie wypowiedziane przez Wojciecha Mann: "ZACHWYTEM TRZEBA SIĘ DZIELIĆ."

I natychmiast się zachwyciłem tym stwierdzeniem. 

Tylko jak? 

Może trzeba w ogóle mówić więcej o tym, co piękne i dobre. Pisałem już o kalokagatii. Ale jeszcze raz zaznaczę, że zarażać można pięknem i dobrem.

Jak wspanialszy byłby świat, gdyby mówiono i propagowano te elementy świata, którymi można się zachwycać. Gdybyśmy dzielili się spostrzeżeniami po przeczytaniu jakiejś genialnej książki, gdybyśmy mówili przechodniowi o tym, co się nam wspaniałego przydarzyło? 

Idę ulicą, a ktoś podchodzi do mnie i mówi o czymś, co jest wspaniałe, tak piękne i tak niezwykłe. Może wtedy stałoby się bardziej zwykłe...

I tu przypomina mi się Sokrates pijący cykutę. Oskażony o demoralizację młodzieży, bo pytał, bo mówił, a tym samym był niewygodny.

Pewnie w czasach współczesnych byłoby podobnie. 

I do tego jeszcze pandemia. Ludzie trzymają się na dystans. I nie tylko zachowując odległość 1,5 metra od siebie, ale przede wszystkim nie rozmawiają ze sobą.

Są sobie coraz bardziej obcy. 

I nie chcą się narzucać - jak mówią.

I jak sie więc dzielić zachwytem?

 Może o nim piasać?

Więc zabietam się do pisania.


piątek, 21 sierpnia 2020

only good news 24

 W świecie, w którym jesteśmy wręcz atakowani złymi wiadomościami, istnieje wielka potrzeba stworzenia programu nadającego tylko dobre wiadomości. 

Na szczęście mogę czytać każdego dnia serwis pozytywnych informacji - https://dobrewiadomosci.net.pl/. Polecam.

Ale to kropla w oceanie potrzeb. Dlaczego nie stworzą wiadomości typu goodnews24?

 

Zdaję sobie sprawę z faktu, że konflikty, afery, zbrodnie, morderstwa, oszustwa, matactwa, skandale i szwindle sprzedają się najlepiej, bo są chodliwe w mediach. Ale czy człowiek karmiony głównie takimi wiadomościami będzie w stanie normalnie funkcjonować po latach prania mózgu?

Jakżeby inaczej mógł wyglądać obraz świata, gdyby dominowały te wiadomości, które są dobre. Może pokazywanie dobrych przykładów i wzorców osobowych zmieniłoby zachowania ludzkie? Może odwrotnie - ludzie, widząc wciąż dobro i pomoc, sami staliby się lepsi. Może nawet podświadomie staraliby się zachowywać w taki sposób, by wynikało to z szacunku do drugiej istoty. Może chcieliby być jak ich wzory osobowe, czyli chcieliby stać się godnymi swych działań. 

Jestem przekonany, że piękno może zarażać jak dobro. Tylko jak wyplenić niechęć do zmiany wśród ludzi? 

Czekam więc na telewizję lub radio, które będą pokazywać to, co dobre i co piękne w naszym świecie. Oby tak kiedyś było.

 

Chapeau bas tym, którzy mówią o tym, co dobre!

 


czwartek, 16 lipca 2020

Altruizm i potrzeba uznania, czyli przemyślenia przy czytaniu "Życia mrówek" Maeterlincka


Czytam "Życie mrówek" Maeterlincka. Dziwna to książka. O mrówkach, ale nie o mrówkach. To o czym? 
Na przykład o altruizmie.

"Nasz narząd altruizmu jest innego rodzaju. Czujemy jego działanie w mózgu i sercu; ponieważ jednak nie istnieje on jako wyodrębniona całość, nie jest on u nas wszechmocnym. Czy pod wpływem tej czynności, tej moralnie i psychicznie odczuwanej potrzeby — z czasem nie wykształci się — jak mniemają stronnicy transformizmu — odrębny, wyspecjalizowany narząd? Jest to zupełnie możliwe."

Co znaczy być altruistą? Zapewne altruizm łączy się z empatią. Myśleć o innych, o ich potrzebach i spróbować zrozumieć innego. Brak w dzisiejszym świecie ludzi, którzy myślą o potrzebach innych. Może powinienem napisać, że są, ale jest ich coraz mniej. Tylko czy istnieje taki bezinteresowny altruizm? To stwierdzenie może wydawać się  tautologią. Bo w końcu altruizm wyrasta z bezinteresowności. Jednak człowiek ma wewnętrzną potrzebę bycia zauważonym. Człowiek daje, by otrzymać w zamian choć słowo. Słowo pochwały, wdzięczności jest też wartością. I nie ma w tym niczego złego. Człowiek dostaje przysłowiowych skrzydeł, kiedy zostaje pochwalony, kiedy zostaje doceniony.
Maeterlick mówi, że altruizm to nasz narząd. Serce i mózg domaga się niesienia pomocy innym, ale potrzebuje też dobrego słowa jak powietrza.
Stwierdzam więc, że człowiek, by żyć, potrzebuje pożywienia, powietrza, ale i świadomości, że jest się docenionym. Nie można tylko wypalać się w niesieniu dobra, trzeba też otrzymać dobro. Choćby miało to być słowo uznania. To już wiele.
W relacjach międzyludzkich najczęściej stosuje się krytykę względem tego, co zostało zrobione źle. Ale dlaczego nie stosuje się tak samo często pochwały, gdy coś zostaje zrobione dobrze? Wydaje się być oczywistością to, że ktoś się stara i jest uczciwy w swych działaniach. Jednak może większą wartością staje się pochwała niż krytyka. Pewnie wśród mrówek nie ma gestów uznania, bo każda z nich zna swój zakres obowiązków względem innych, ale my jesteśmy ludźmi i jako istoty myślące i czujące mamy też swoje potrzeby. Do najbardziej podstawowych wydaje się być uznanie. I nie wynika to, jestem przekonany, z megalomanii i egoizmu. Wynika to z równowagi w świecie. Dajesz, musisz otrzymać. To kwestia energii.

Chapeau bas tym, którzy doceniają innych.

Chapeau bas tym, którzy mówią innym dobre słowa.





wtorek, 28 kwietnia 2020

O odkrywaniu świata przed innymi, czyli o nauczaniu szczęścia i wrażliwości


Był taki moment, którego doświadczyłem, że wartością było myślenie i wrażliwość. Tak mnie wychowano i tak dorastałem. Nauczono mnie widzieć piękno i dobro. Czyli zatrzymać się, gdy przed oczami jawi się piękny zachód słońca, przystanąć, gdy gdzieś nad głową kwitną jabłonie, czy czuć zaciśnięte gardło, kiedy czyta się genialną literaturę.
I tego chciałbym uczyć innych. Tak, mam świadomość, że szkoła ma przygotować do życia, czyli dać młodemu człowiekowi narzędzia do przetrwania. Absolwent szkoły ma mieć  kompetencje, które pozwolą mu spełniać swe marzenia. Może to oznaczać dla jednego skończenie studiów, dla innego rozpoczęcie pracy zawodowej, a dla trzeciego znalezienie swego sposobu na życie. 
Czy zatem kształtowanie w młodym człowieku wrażliwości jest tak szczególną wartością? Czy nie zrobi mu się krzywdy?
Może człowiek, kończąc szkołę, powinien mieć otwarty umysł i być wyuczony tego, co jest mu niezbędne do życia?
Kto dziś czyta poezję, słucha muzyki klasycznej i wzrusza się, kiedy doświadcza piękna i rozumie pojęcie numinosum?
Słusznie mówił Seneka, że nie dla szkoły, lecz dla życia się uczymy. To uczmy i podkreślajmy, że rolą szkoły jest nauczyć człowieka, jak zorganizować sobie proces edukacyjny. Znaczy to tyle, że wszelkimi sposobami i metodami należy zarazić człowieka nauką. Zainteresowany młody umysł będzie sam dążyć  do tego, by samodzielnie odkrywać świat. Jednak czasem myślę, że nie można otwierać zbyt wiele. Dlaczego? Umysł zadający zbyt wiele pytań nie będzie szczęśliwy. Bo nie znajdzie odpowiedzi na większość z nich.
Będzie odstawać od poziomu ludzkości.  A ta przepełniona jest prymitywizmem i chamstwem.
Odważę się stwierdzić, że ludzkość to zbiór jednostek, które zadowalają się prymitywnym poczuciem szczęścia. Może nawet nie wiedzą, co jest dalej, co jest wyżej ponad nimi. To tak jak z podróżowaniem. Ktoś, kto nie podróżował, czyli nie odkrywał innych miejsc, nawet nie wie, co jest gdzieś tam daleko poza nim. Ta jedyna jego przestrzeń, jaką zna, jest całym jego światem. To porównanie. Nie można obrażać kogokolwiek, kto z własnej lub niewłasnej woli spędził więksość życia w jednej przestrzeni. 
Tylko jak pokazać młodemu człowiekowi, że im więcej wiedzy i umiejętności, tym większy zachwyt tym i tamtym światem?


I jeszcze przerewelacyjnie genialne słowa Gilberta Keitha Chestertona: "Turysta widzi to, co przyjechał zobaczyć. Podróżujący widzi to, co ma przed oczami."

 Chapeau bas tym, którzy odkrywają świat przed innymi.

poniedziałek, 27 kwietnia 2020

Jakie pytanie zadać, gdy na jedno tylko znalazłaby się odpowiedź?


Czas niełatwy, bo pandemia w tle. Ale nie piszę, że trudny, bo życie toczy się dalej.  Napiszę więc, że to szczególny i niezwykły czas. Może to i czas na odkrywanie samych siebie. Przeglądamy się sobie zamknięci w domach, w swych czterech ścianach.
Dla naszego dobra - tak twierdzą niektórzy - zabrano nam tak wiele. I co zostało? Trzeba nagle uświadomić sobie, że to czas, w którym trzeba przyznać się do tego, że żyjemy zbyt szybko, na zbyt wygórowanym poziomie bezmyślności i przepełnieni konsumpcjonizmem.
Ileż pytań trzeba sobie teraz zadać. A odpowiedzi wciąż brak. Zresztą, czy odpowiedzi coś zmienią?
I tu paradoksalnie stawiam kolejne pytanie.
Może każdy z nas zadaje sobie inne pytania? 
Człowiek pyta. I w tym czasie zadaje tych pytań szczególnie wiele. Może nazwać go więc homo quaerens?
Ta istota pytająca nie znajduje i nie znajdzie odpowiedzi. Moment odpowiedzi na wszelkie pytania stałby się początkiem apokalipsy.  Musiałby nastąpić koniec, gdyby homo quaerens znał odpowiedzi na każde pytanie.
Tak myślę, gdyby rzeczywiście móc znaleźć odpowiedź choć na jedno pytanie, jak ono by brzmiało?
O co zapytałbym Absolut, gdybym wiedział, że otrzymam odpowiedź.

Zastanawiałeś się kiedyś nad tym, Czytelniku?
Filozofowie może pytaliby o sens, o początek i istotę. Teologowie pytaliby o kwestie Boga. A naukowcy o sprawy tak różne, że na prosty umysł nawet pytanie byłoby  niezrozumiałe.
Pytać o to, co jest po drugiej stronie, o to, czym jest śmierć, o przyszłość i przeszłość. Tuyko po co?
I znów pytanie. I znów brak odpowiedzi. 
To dobrze.
Świat nie skończył się. Żyję, więc mam jeszcze szanse. Nie po to, by poznać odpowiedzi, ale po to, by pytać.



  

środa, 1 kwietnia 2020

Ten z koroną - z cyklu drabble


Drabbli ciąg dalszy. Aż 100 słów. Tylko 100 słów. I nic więcej.


Ten z koroną sprawił, że wyrok zapadł. Każda rewolucja wymaga ofiar. Myślał o Bastylii, z której kamieni zbudowano most. W końcu z zamku, arsenału i więzienia powstała droga łącząca przeszłość z przyszłością. A ta głowa koronowana kiedy zostanie zdekapitowana? W głowie kłębiły mu się pytania o samotność człowieka zamkniętego w swych ścianach. Może bezdomność jest teraz wartością i symbolem wolności? Cóż wart jest dom, który staje się więzieniem? Wyrywał spętlone myśli, które jak kołtun piętrzyły mu się w głowie. Wiedział, że przez to nie uporządkuje ich, lecz sprawi, że będą rodzić się kolejne. Gdy rozum śpi, rodzą się demony. Pomyślał. 



Chapeau bas tym, którzy wolni są w swym domu bez ścian.


piątek, 27 marca 2020

Mieć czysty umysł! Czegoż można chcieć więcej? Nadal "Księgi Jakubowe" Olgi Tokarczuk


"W izbie nauki zawsze gwar i hałas, jakby to był jakiś targ, tylko że handluje się tu czym innym.
I nigdy nie jest jasne, kto jest nauczycielem, a kto uczniem. Uczyć się od młodych,
niedoświadczonych i niepopsutych książkami – to zalecenie reb Mordkego. Isochar idzie jeszcze dalej: choć pozostaje osią owego przybytku i wokół niego wszystko się kręci, to jednak ten bet midrasz jest najważniejszym miejscem, działa niczym ul czy mrowisko, a jeżeli panuje tu jakaś królowa, to jest nią chyba tylko Mądrość. Wiele tu wolno młodemu. Ma prawo i obowiązek zadawania pytań; żadne nie jest głupie i nad każdym trzeba się zastanowić."
/"Księgi Jakubowe" Olga Tokarczuk/

Jestem nauczycielem, a przez to człowiekiem uprzywilejowanym. Bo ucząc innych, mogę uczyć się sam od swych uczniów. Ich świeże spojrzenie na rzeczywistość pozwala wyjść poza schematy i na nowo zadać pytania o nasz świat, o wartości, o wszelkie imponderabilia. Nietypowe rozwiązania zadań i nietypowa interpretacja tekstów kultury to bardzo częste wśród ludzi młodych. To oni są niepopsuci książkami, mówiąc językiem powieści.
A psuje się ich niepotrzebnymi lekturami, książkami o nudnej fabule i patetycznymi dziełami, których ani nie rozumieją, ani nie czują. Zdaję sobie sprawę, że wychowanie i uczenie wymaga przejścia także przez klasykę literatury i kanon dzieł. Jednak scholastyczny sposób "przerabiania" tych lektur sprawia, że zniechęcamy człowieka do czytania i odkrywania wspaniałych światów zamkniętych na kartach książek.
Świadomie używam tu słowa "przerabiać", bo młodzi ludzie tak nauczeni rzeczywiście (jak to mówią) przerabiają lektury. W złym tego słowa znaczeniu zmieniają obraz ukazanego tam świata, a tym samym deformują ten obraz. Zaczynają też żyć w takim zdeformowanym świecie. Może lepiej te dzieła omawiać, analizować, interpretować i przeżywać?...

Ja uczę się od swych uczniów, jak zachować w umyśle ten prawdziwy świat. Rozmowa z nimi, dyskusja i wymiana opinii jest jak świeży oddech w zatęchłym świecie przepełnionym hipokryzją, faryzeizmem i obłudą.
Oni jak średniowieczni rycerze bronią  często wiary w swe zasady niesplamione jeszcze konformizmem.
Każdy człowiek już od małego dziecka zadaje pytania. Są one niewygodne, niełatwe dla dorosłych, ale czyż nie dzięki tym pytaniom może na swym właściwym miejscu panować przywołana tu przez Olgę Tokarczuk Królowa w wielkim ulu? Mądrość, bo niej tu mowa, jest jedyną, która utkana jest z pytań.
Każde pytanie postawione przez ucznia jest dla mnie wielką wartością, bo po pierwsze wynika ze zrozumienia lub choćby próby zrozumienia świata przez młodego człowieka, a po drugie pozwala i mnie zatrzymać się nad konkretnym elementem tego świata i dokonać próby zredefiniowania pojęć. Dzięki tym pytaniom zmuszony jestem na nowo spojrzeć na to, co stanowi uznaną wiedzę o świecie. Ale to dla mnie swoisty przywilej. W zawodzie nauczyciela to jest niezwykłą wartością dodaną. 
Porównuję to czasem do przelewania wody za pomocą koszy wiklinowych. Tymi koszami są nasze uplecione i splecione umysły. Przelewamy tę wodę. Nauczyciel w kosz ucznia, a uczeń w kosz nauczyciela. Cóż! I w jednym, i w drugim koszu niewiele z tej wody zostaje. Czasem nawet ani kropla. Ale pozostają czyste! Czyż to nie jest niezwykłe? Mieć czysty umysł! Czegoż można chcieć więcej?
Dziękuję zatem każdemu, kto zadał mi w życiu choć jedno pytanie.



Chapeau bas wszystkim uczniom, którzy, stawiając pytania, oczyszczają umysły swych nauczycieli!
 





poniedziałek, 23 marca 2020

Tu wszystko jest symbolem, czyli o otwartości umysłu przy czytaniu "Ksiąg Jakubowych" Olgi Tokarczuk


Dalej "Księgi Jakubowe" Olgi Tokarczuk. Czytam tę książkę już od miesięcy. Strona po stronie. Język tego dzieła jest niezwykły, więc szukam znaczeń, odniesień, kontekstów. By zrozumieć przedstawiony tu świat, trzeba poczuć słowa i znaczenia wynikające z ukazanej przez Tokarczuk kultury.
Czytam tak długo, bo delektuję się smakiem każdej frazy. To swoista intelektualna rozkosz dla wyobraźni. A kiedy jest się już w tym świecie, nie chce się z niego wychodzić. To cudna przygoda, do której w każdej chwili można wrócić i przeżywać ją wraz z bohaterami. Przy czytaniu Tokarczuk mam wrażenie, że nawet bohaterowie wiedzą, że jestem tam z nimi. Dostrzegają mnie. Gdy przechodzę, oni spoglądają na mnie, rzucają spojrzenia i nawet się delikatnie uśmiechają. Chcą, bym im towarzyszył. Niektórzy nawet puszczają mnie w drzwiach, gdy przechodzę przez te bezkresne przestrzenie.
Język tej powieści jest... Przychodzi mi do głowy słowo wysublimowany. Ale to nadal zbyt duże uproszczenie. W artyzmie nie ma odpowiedniego słowa dla określenia takiego sposobu widzenia, bo i twórca, i dzieło, i odbiorca (tu czytelnik) żyją swoim życiem, więc zgodnie z zasadą panta rhei, wszystko wciąż się zmienia, ewoluuje i zmienia znaczenia w zależności od stopnia wrażliwości i zrozumienia tego, co napisane i tego, co zamilczane. W literaturze najpiękniejsze jest to, co nienapisane, co tylko zasugerowane, czyli przemilczane świadomie lub nie. Związane jest to z ciekawością świata pisarza, ale i czytelnika, ale przede wszystkim z otwartością umysłu i wyobraźni. Ta otwartość pozwala zobaczyć i poczuć zarówno to, co każdy człowiek dostrzega w sobie, co dostrzega wokół siebie, ale i co dostrzega ponad sobą. Te trzy różne sposoby widzenia świata są swoistą podróżą sentymentalną, którą człowiek odbywa w głąb siebie.  
Olga Tokarczuk jak to autorka o otwartym umyśle wymaga od Czytelnika tego samego - otwartości umysłu. A to rodzi ciekawość na świat, co znowu otwiera na nowe doświadczenia i nową rzeczywistość, czyli na inny świat.
Czytam kolejny fragment:
Pośród mężczyzn Thomas mówi o ideach masońskich. Ten temat budzi ciekawość starszych braci z prowincji od dawna, a jako że syn Szejndel sam do loży należy, robi im coś w rodzaju małego wykładu, po którym zaczyna się wielka dyskusja. Najbardziej w pamięć zapada braciom jeden
fragment. Thomas opowiada, że w tym podzielonym świecie zbudowanym z frakcji, które nastają wzajemnie na siebie, a które zwą się religiami, wolnomularstwo jest jedynym miejscem, gdzie mogą się spotykać i działać ludzie czystego serca, pozbawieni przesądów i otwarci.

Dzięki twórcom literatury, a tu szczególnie dzięki Oldze Tokarczuk, czytelnik może doświadczyć czegoś, co zwykle jest zamknięte dla jego oczu. Może uczestniczyć w wielkiej dyskusji nad światem zarówno rzeczywistym, jak i wszelkim wyobrażeniom o tym świecie.

Komentarzem niech będą znowu słowa z "Ksiąg Jakubowych":

Wszystko to ogląda Jenta, ponieważ występuje oto jakieś podobieństwo, które przywołało tutaj jej uwagę. W czasie zdarzają się momenty bardzo podobne do siebie. Nici czasu mają swoje węzły i węzełki, co jakiś czas przydarza się coś symetrycznego, co jakiś czas coś się powtarza, jakby rządziły wszystkim refreny i motywy, co dostrzega się z pewnym zażenowaniem. Porządek taki bywa kłopotliwy dla umysłu; nie wiadomo, co z nim począć. Chaos zawsze wydawał się ludziom bardziej swojski i bezpieczny, jak bałagan we własnej szufladzie.

W tym świecie powieści czuję się we własnej szufladzie, czyli swojsko i bezpiecznie. Z tego chaosu wydarzeń, postaci i pojęć wyłania się wielka historia i wielka metafora.  Nieprzypadkowo pełen tytuł brzmi tak: "Księgi Jakubowe albo wielka podróż przez siedem granic, pięć języków i trzy duże religie, nie liczący tych małych".

Jest tu księga, jest postać Jakuba, jest podróż. Jest siódemka, piątka, trójka. Jest i granica, i język, i religia.  
W końcu tu wszystko jest symbolem.



Chapeau bas tym, którzy czytają i mają otwarte umysły!

piątek, 20 marca 2020

O człowieczeństwie


Człowiek już od dawna
traci swe człowieczeństwo
no jeśli nie całe
to na pewno jakąś część
i to bezpowrotnie
przez lata je tracił
litera po literze
co więc mu zostało?

Tylko c... jak
jak cierpienie
jak cmentarz
jak cnota
jak całun
jak cel
?

Chapeau bas tym, którzy zachowali choć jedną jeszcze literę z człowieczeństwa!



O godności


Konstytucja RP: Art. 30. Przyrodzona i niezbywalna godność człowieka stanowi źródło wolności i praw człowieka i obywatela. Jest ona nienaruszalna, a jej poszanowanie i ochrona jest obowiązkiem władz publicznych.
Zaczynam od słów Konstytucji, bo chcę zwrócić uwagę na to, co jest najważniejsze. Jest kardynalną, czyli naczelną ludzką wartością. Godność, bo niej mowa, jest przyrodzona i niezbywalna. Jeśli zgodnie z Konstytucją, stanowi źródło wolności i praw człowieka i obywatela, obowiązkiem każdego jest zapewnić drugiemu człowiekowi wolność i potrzebne mu prawa. Znaczy to, że przychodzimy na świat z godnością i nie możemy się jej pozbyć. Ale tu pojawia się pytanie, czy można ją komuś odebrać, czy człowiek sam może pozbyć się godności? 
Odpowiedź na te pytania stanowi podstawę niezliczonych prac, rozważań, wykładów itp. I nie jest tu moim celem podawać odpowiedzi na te pytania, lecz intelektualnie dotknąć tej wartości w kontekście wychowania i edukowania.
Czasem wydaje się to być proste, gdyż zazwyczaj procesy te są wertykalne. To starsi uczą młodszych i to starsze pokolenie wychowuje to młodsze. Tylko jakie efekty tego obserwujemy? Są takie chwile, kiedy musze się zgodzić ze stwierdzeniem wielu, że krytykujemy młodzież, ale to właśnie dzieci już od początku obserwują starszych, biorą z nich przykład, powielają ich zachowania i wzorce.
Jako praktyk, który każdego dnia w swej pracy zawodowej obserwuje młodych ludzi, zdaję sobie sprawę z tego, jak ważne są słowa Dorothy L. Nolte.

Jeśli dzieci są ciągle krytykowane, uczą się potępiać.         
Jeśli dzieci żyją we wrogości, uczą się walczyć.
Jeśli dzieci żyją w strachu, uczą się być pełne obaw.
Jeśli dzieci żyją we wstydzie, uczą się odczuwać winę.
Jeśli dzieci żyją w tolerancji, uczą się być cierpliwe.
Jeśli dzieci są chwalone, uczą się pewności siebie.
Jeśli dzieci są nagradzane, uczą się doceniać.
Jeśli dzieci są doceniane, uczą się kochać siebie.
Jeśli dzieci są akceptowane, uczą się znajdować miłość w świecie.

Jak więc stworzyć taką przestrzeń, w której każdy świadomy będzie, czym jest godność ludzka?
Jak mówić o godności? Jak uczyć, czym jest godność?
Sama postawa autorytetu nie może wystarczyć. To zbyt mało. Wielu nauczycieli swą pracę zawodową buduje na tym przeświadczeniu. Sami stają sie drogowskazami i sami z całym zaangażowaniem tworzą jak najlepsze warunki, by inny człowiek zachował swą godność i miał świadomość swojej wartości. Ale szkoła to za mało.
Wszyscy jesteśmy odpowiedzialni za ten proces nauczania i wychowania.


Chapeau bas tym, którzy potrafią nie tylko krytykować, ale przede wszystkim potrafią i chcą chwalić, nagradzać, doceniać, akceptować.

Bo mur nie tylko dzieli. Może też łączyć.

Jest taka książka... Jest taka książka, która mnie poruszyła, zaciekawiła, ale i dała poczucie tego, co nazywam satysfakcją zrozumienia pr...